Czyli o metodzie Jenkinsa, EM-ach, temperaturze i bioremediacji
Zdemolowany kompost i co dalej
Co roku o tej porze dziki ruszają do ogrodów i robią swoje. Tym razem razem z jeleniami wzięły się za mój kompost – zdemolowały go doszczętnie.
Potraktowałam to jednak jak znak od losu. Postanowiłam zbudować nowy – mocniejszy, mądrzejszy, opierając się na lekturze książki Jenkinsa „Kultura Kompostowej Toalety”. Jest światowym bestsellerem uważanym za podstawowe źródło rzetelnej informacji w temacie toalet kompostowych – i nie tylko. (link pod koniec wpisu)
Czego się dowiedziałam o przewracaniu kompostu?
Dotychczas myślałam, że jedynie komposty z Efektywnymi Mikroorganizmami zwalniają nas z wymogu przewracania pryzmy.
Okazuje się, a to bardzo rewolucyjne odkrycie, że nawet wobec innych rodzajów kompostu nie ma w ogóle takiej potrzeby.
Badania wykazały, że „przewracanie pryzm kompostu ma krótkotrwały i nieutrzymujący się długo wpływ na poziom tlenu w kompoście” – strona 151, „Kultura Kompostowej Toalety” Józefa Jenkinsa.
Na tym polega metoda Jenkinsa
Jenkins zaleca, aby zakopywać każdą kolejną porcję materii organicznej w głębi kompostu. Musi być ona zawsze całkowicie przykryta, a jej boki również powinny być oddzielone od powietrza warstwą słomy lub siana.
On prowadzi w ten sposób komposty, do których dorzuca materiał pochodzący z toalety kompostowej, ale jest to prawda dla każdego rodzaju kompostu. Na razie będzie to kompost z resztek ogrodowych i kuchennych w formie bokashi.
Jakie mamy własne doświadczenia?
Z naszych badań podczas projektu „Życie po życiu – odpady organiczne, prowadzonego przez Stowarzyszenie dla Ziemi, wynikało, że w otrzymanym kompoście brakowało węgla.
Zbieraliśmy wtedy przez rok bokashi z wiaderek 120 gospodarstw domowych i kompostowaliśmy je, obserwując proces w kompostowni w Puławach.
Po zbadaniu składu gotowego kompostu wyciągnęliśmy wnioski, że powinniśmy zawsze dodawać do niego elementy zawierające węgiel. Przykrywanie i otaczanie go słomą spełni właśnie tę funkcję.
Jaką rolę gra temperatura?
W metodzie propagowanej przez Jenkinsa bardzo istotną rolę odgrywa wzrost temperatury. Wyższe temperatury dają nam pewność, że patogeny, tak jak nasiona chwastów, nie znajdą się już w gotowym kompoście.
W sytuacji, kiedy dodajemy do kompostu resztki z toalet, jest to kluczowy element.
Różne patogeny giną w różnych temperaturach – od 40 do 70 stopni. W książce Jenkinsa znajduje się tabela pokazująca, jakie bakterie i pasożyty giną przy jakiej temperaturze i po jakim czasie. Często przy niższych temperaturach potrzebny jest dłuższy czas, aby zginęły, ale i tak giną.
Dlatego Jenkins namawia do braku pośpiechu. Według niego nie ma sensu przyspieszać kompostu w gospodarstwie domowym, skoro i tak trwa to przynajmniej rok, zanim napełnimy kompostownik.
Niestety, nie zachowałam tabeli z temperaturami, które mierzyłam podczas projektu „Życie po życiu”. Wiem, że temperatura wzrosła i utrzymywała się na wysokim poziomie przez parę miesięcy, choć była niższa niż w klasycznym kompoście. Z EM-ami procesy kompostowania odbywają się według innych wzorów.
Niemniej warto zaznaczyć, że w kompoście otrzymanym w projekcie nie znaleziono żadnych bakterii Coli ani Salmonelli.
Kompost jako narzędzie bioremediacji
Oczyszczanie gleby z substancji toksycznych to wyzwanie nowoczesnej cywilizacji.
Inną frapującą właściwością kompostu, o której wspomina Jenkins, jest jego fenomenalna zdolność do rozkładania trujących substancji i różnych zanieczyszczeń. Należą do nich: olej napędowy, herbicydy, antybiotyki i inne leki, odpady z rafinerii, środki owadobójcze, a nawet trotyl pochodzący z zakładów zbrojeniowych.
Przykład? Magazyny wojskowe Umatilla w stanie Oregon. Tam przekompostowano 15 tysięcy ton skażonej gleby zamiast ją spalać – strona 125, „Kultura Kompostowej Toalety” Józefa Jenkinsa. Wynikły z tego fenomenalne oszczędności, a gleba po przekompostowaniu była wolna od śladów materiałów wybuchowych i nawet w lepszym stanie niż przed skażeniem.
Okazuje się, że natura wyposażona jest w niezwykle skuteczny mechanizm oczyszczania się.
Kojarzy mi się, że w wielu sytuacjach podczas akcji oczyszczania terenów skażonych – czy radioaktywnie, czy chemicznie – przy pomocy EM-ów używano nie tylko oprysków, ale też kompostu z EM-ami, który miał jeszcze skuteczniejsze działanie niż same EMy. Tak było na przykład w Fukushimie, Czarnobylu czy na wybrzeżu Japonii skażonym przez wyciek ropy z rosyjskiego tankowca Nakhodka.
Kompost otrzymany w projekcie „Życie po życiu” też miał bardzo niski wskaźnik metali ciężkich – wielokrotnie niższy niż dopuszczalna zawartość.
Następny krok
Już wiemy, że w kompoście zrobionym z EM-ami jest o wiele mniejsza strata masy niż w klasycznych kompostach. Pisałam o tym w poprzednim wpisie (link na końcu artykułu).
Teraz spróbujemy połączyć doświadczenia kompostu EM-owego z kompostem według zaleceń Pana Jenkinsa.
Kupię termometr i z przyjemnością pozwolę swojej żyłce badacza pohasać przy kompoście. Już nie mogę się doczekać, żeby zmierzyć temperaturę i zobaczyć, co z tego wyjdzie!
Nowy kompostownik będzie pancerny – z klapą od góry i wygodnym dostępem od dołu. A ponieważ otoczę go słomą i będę wkładać nowy materiał w sam środek, dziki nie poczują już zapachu kuszącej uczty.
A potrzebę podzielenia się pożytecznymi informacjami spełnię, informując Was na blogu i w filmikach o tym, co się będzie działo dalej.
A może ktoś z Was testował metodę Jenkinsa? Dajcie znać w komentarzach – wymieńmy się doświadczeniami! Do zobaczenia w kolejnym wpisie – obiecuję relacjonować każdy etap.
Linki
– Życie po życiu – odzysk odpadów żywnościowych:
– Metoda bokashi vs klasyczne kompostowanie:
– Kultura Kompostowej Toalety – podręcznik: